haiku

ostatnio próbowałam zgłębić haiku – o tej formie zabawy intelektualnej słowem i myślą sporo w przepastnym internecie. Nie jestem biegła w kontemplacji.  Zen, cicha medytacja nie jest jeszcze moją mocną stroną, ale pociąga mnie forma do jakiej zmierza – jak pisze Wikipedia z czasem nabrała wyrazistego indywidualnego stylu, pełnego minimalizmu i zamierzonych paradoksów.
Te paradoksy są świetną gimnastyką umysłu. Nie wszystkie konstrukcje 5+7+5 , bo takie wymagania ograniczają tę formę ekspresji, są haiku. Nie mam pewności, czy to co zaprezentuję jest haiku, zostawiam ocenie znawców.

rzęsa na stawie
kumkanie miłosne żab
samotny bociek

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Niewidzialna Planeta – pierwsze spotkanie z super szpiegiem

Cześć Sympatyczny, nie nazywaj mnie tak Babciu, jestem Robo. A co to za nowa ksywa, Robo, normalne, od Robert, ale brzmi fajniej. Trochę jak robot, może. Chłopakom się podoba. Niech będzie, dla mnie jesteś Sympatyczny Robo. To jutro kończysz 8 lat. Rodzice gdzieś wyszli, są tacy tajemniczy, pewnie coś dla mnie szykują. Tak przypuszczasz, a nie mam racji, przecież dlatego cię prosili o pomoc, chociaż już jestem prawie dorosły i mogłem sam zostać. Nie rób takiej miny, żartowałem, lubię jak zostajesz ze mną. Umowa – zapominamy o telewizji i komputerze. Niech będzie.  To planszówka, czy wspólne czytanie.

Wybieraj książki – Babciu, co ty, ja to wszystko znam na pamięć. Opowiedz mi coś, przecież umiesz opowiadać fajne bajki, mama mi mówiła.

Na takie dictum przelatuję stare pomysły stosowne do wieku słuchacza, zaczynam bajać o Florku i kalafiorku, o dyni i księżniczce i słyszę – babciu ty mnie porządnie postrasz, takie bajki są dobre dla przedszkolaków.

Chcąc nie chcąc, a raczej chcąc zasłużyć na miano odlotowej babci zabieram się za tworzenie horroru, może nie zupełnie krwawego, ale wymagającego od bohaterów wielkiej pomysłowości, pozwalającej im uniknąć tortur lub nawet śmierci, ale nie pozbawionego pewnej dozy cierpień cielesnych .

Zaczynamy, to będzie opowieść o Xymo. Xymo przez X nie przez Ks, bo Ksymo nie jest stąd więc nosi imię egzotyczne. Xymo ma zdolności przyjmowania różnych postaci, w pewnych okolicznościach może nawet stać się przedmiotem. Xymo jest super szpiegiem wysłanym na Ziemię przez mieszkańców niewidzialnej dla Ziemian planety. Planeta nie jest zbyt odległa od Ziemi, wystarczyłby zwykły księżycowy wahadłowiec, aby do niej dotrzeć, gdyby tylko było wiadomo, gdzie ona jest. Na planecie, z której pochodzi Xymo zaczyna brakować środków do życia więc współplanetowcy badają możliwość skolonizowania Ziemi. Xymo ma za zadanie sfilmować wszystkie przejawy życia.  Po wylądowaniu Xymo znalazł się przypadkowo w Parku Rozrywki, dokładnie u wejścia do tunelu strachu. Nadjechały wagoniki z dzieciakami. Xymo upodobnił się do  plecaka z jedzeniem, wpadł pod ławkę, przygotował swoją kamerę i rozpoczął pierwszą ziemską podróż. Wszystko go ciekawiło. Tak naprawdę to nie odczuwał strachu, nie znał takiego uczucia, zjawy, ogromne nietoperze, rekiny z najeżdżającymi paszczami i diabły z piekielnym ogniem uznał za jednych z mieszkańców Ziemi. Dzieciaki piszczały i krzyczały. Łapały się za ręce, zamykały oczy, ale za chwilę je otwierały, żeby nie przegapić żadnej okazji do mocnych wrażeń. Najwięcej hałasu robiły przy spadaniu do ciemnej paszczy dinozaura i unikaniu porwania przez goryla. Po przejażdżce okazało się, że wszyscy mimo dramatycznych momentów są w komplecie. Dzieciaki opuszczały wagoniki szalonej kolejki dzieląc się podnieconymi głosami opowieściami z co przebytej drogi.

Ostatni po swój plecak sięgał mały Zbysiu. Zajrzał pod ławkę i zobaczył dwa identyczne. Rozejrzał się zdezorientowany. Wszyscy koledzy stali przy pani przewodniczce i każdy miał swój. Zajrzał jeszcze raz, plecak był tylko jeden. Xymo zdążył zamienić się w latarkę i wsunąć do jednej z kieszeni. Zbysiu porwał prędko swój ekwipunek i dołączył do reszty kolegów nieświadomy, że na plecach niesie super szpiega z innej planety.

Xymo zadomowił się w pokoju ośmiolatka. Jako kamuflaż wybrał sobie postać kredek wstawionych do kolorowej puszki. To był bardzo dobry punkt obserwacyjny, łatwo też mógł umknąć spod palców Zbysia chowając się za inne ołówki i kredki, których w puszce było bardzo dużo.

W ciągu dnia Xymo wskakuje do teczki Zbysia i węduje z nim po mieście. Jest bardzo zapracowany. Musi przecież nakręcić jak naszybciej film, dopiero nocą zaczyna się dla Zbysia koszmar. Xymo czeka, aż chłopiec zaśnie i wtedy zamienia się w ogromnego czarnego kocura. Ma ochotę wygodnie się wyspać i rozprostować zwinięte w kredki ciało. Kot prycha, wydaje z siebie przeraźliwe miauknięcia i co najgorsze spycha Zbysia z łóżka na podłogę. Przerażony Zbysiu budzi się i do rana czeka skulony pod łóżkiem. Nad ranem koszmar się kończy. W półśnie wraca do łóżka i wydaje mu się, że słyszy groźby – tylko nie mów o tym nikomu, bo spotka cię za zdradę kara. Nie wyspany, zmęczony nie ma nawet ochoty zjeść śniadania. Mama nie rozumie co się z nim dzieje, a on milczy, przecież kocur mu nakazał zachowanie tajemnicy.

Słyszysz, rodzice wracają. Babciu, co dalej, co dalej? Pomyślę. Zapamiętaj, na czym skończyliśmy, gdy znowu przyjdę do ciebie to rozpoczniemy drugi rozdział. Tylko dobrze policz kredki. Mam nadzieję, że żaden super szpieg z obcej planety nie zamieszkał w twoim pokoju i przypadkowo nie bój się Puszka. A jeszcze jedno, pamiętaj ta bajka to nasz sekret, nie mów o niej nikomu, bo spłoszysz moją twórczą inwencję.

Opublikowano bajki, Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Jesień na Woli Justowowskie

Wpis pełen zachwytu nad kolorami jesieni. Paleta, która się nigdy nie nudzi.
Kilka zdjęć ze spaceru w okolicach Parku Decjusza.

Opublikowano fotografie | Otagowano , | Skomentuj

moje makro – kwiaty, liście, trawy

Funkcja makro w aparacie daje ogromne możliwości poznawcze. Dzięki makro można zachwiać proporcją oglądanego świata. Nie każde zdjęcie z racji powiększenia fotografowanego obiektu jest interesujące. Na portalu truml.com, gdzie umieszczam swoje zdjęcia jest kilku prawdziwych specjalistów w tej dziedzinie. Najlepsze zdjęcia moim zdaniem robi fotografik amator o nicku „Jestem”. Jestem zaskakuje eksponowaniem roślin z pozoru nieciekawych. Wydobywa koloryt i formę tworząc prototypy awangardowej biżuterii. Nie mam tak świetnego aparatu jak on, ale makro kusi nęci. Do tej notki załączę więc moją galerię wykonaną starym cyfrowym Canonem z 5. megową matrycą

Opublikowano fotografie | Otagowano , , , , , | Skomentuj

dydaktyka bajek – imaginacja małolatów

z ochotą odpowiedziałam na konkurs bajkowy i z zapałem zabrałam się do przelewania na papier bajek, które opowiadałam dzieciom. Może za dużo powiedziane, bo liczba mnoga tutaj nie bardzo pasuje. Po pierwsze zaczęłam poszukiwać bajki, która byłaby zarazem interesująca i ucząca. Kłopot wielki, żeby pokazać czego nie należy robić, to najpierw trzeba sugestywnie opisać tę naganną sytuację, a co będzie, gdy ta sytuacja będzie tak kusząca, że na nic się zda końcowy smrodek dydaktyczny. Przy okazji, nie jestem fanką grafiki japońskiej, która zdominowała kreskówki dziecięce i zaludniła wynaturzonymi postaciami świat maluchów epatuje okrucieństwem i narcyzmem.

Merkantylna pogoń dorosłych za sukcesem finansowym urabia wyobraźnię dzieci. Wiadomo, że uparty rozpieszczony dzieciak może łatwo dopiąć swego i dla świętego spokoju wymóc na opiekunach czy rodzicach zabawki i akcesoria zupełnie dla niego nieodpowiednie. W latach osiemdziesiątych, gdy gry komputerowe dopiero nieśmiało wdzierały się do dziecięcych pokoi przy pomocy Nintendo czy Casio, sama przyłożyłam rękę do tej epidemii uzależnień kupując takie gry. Podróżowaliśmy wtedy bardzo dużo dzieci nudziły się jak mopsy co owocowało przepychankami i kłótniami, a takie pipkacze, jak je ochrzciliśmy z racji efektów akustycznych zapewniały spokój na tylnych miejscach samochodu.

Na efekty długo nie trzeba było czekać. Świat realny zaczął się mieszać ze światem gier. Najbardziej niebezpieczna okazała się instytucja „zmartwychwstania” czyli premii w postaci dodatkowych „żyć”. W czasie wędrówki po Tatrach musieliśmy prowadzić nasze pociechy w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie, aby nie wypróbowały w realu możliwości odzyskania życia po upadku w przepaść. Byliśmy szczęśliwie czujni przy pierwszych próbach realizacji tego doświadczenia i przez długi czas trudno było się nam otrząsnąć z przerażenia.
Wracając do bajek, to najpierw musi być straszno, aby potem było instruktażowo. Nie raz słyszałam prośby o bajkę, która ma solidnie wystraszyć słuchacza, a ja nie przepadam za okrucieństwem, szantażowaniem, sadyzmem i masochizmem. Gdyby pani Joanne Kathleen Rowling nie żonglowała z talentem straszeniem, upokorzeniem i żądzą władzy nic by nie osiągnęła osiągnęłaby zainteresowania żądnych adrenaliny nastolatów.

Można by pisać i pisać na te tematy, ale ja wrócę do produktu ubocznego konkursu bajkowego. Przy okazji dydaktycznych dylematów pojawił mi się taki pomysł na wzór parytetu feminizmu w sprawowaniu władzy. Co otworzymy gazetę wirtualną czy realną to pojawia cały ciąg informacji o krzywdzeniu i zabijaniu dzieci, kobiet i cywilów. Przecież obok zabijania ludzie robią mnóstwo świetnych rzeczy dla życia, mnóstwo dobrego i w związku z tym mam taki postulat – piszesz, że kolejny kibol posiekał maczetą przechodnia napisz obok o rodzinie, która zaopiekowała się dzieckiem, albo ktoś tam podarował coś tam, albo ktoś tam zbudował ogródek jordanowski, świetlicę dla dzieci sprawnych i niepełnosprawnych. Przeszło 60 lat nie ma w tym rejonie wojny, a prasę dominują strachy na Lachy.
Mam jeszcze parę dni na bajkę straszydełko, więc zabieram się do roboty. Kij i marchewka, strachy i sielanka. Przy okazji zapraszam na mój starszy bajkowy blog pod tytułem „Bajki Straszydełka”, który można odwiedzić pod adresem bkmbajki.bloog.pl. Zapraszam.

Opublikowano dydaktyka | Otagowano , , , | Skomentuj

Trzy żółte pieski

Miasteczko, w którym spędziłam dzieciństwo słynęło z  bajarzy. Najciekawsze bajki opowiadała jednak ciocia Ida. Ciocia Ida była ciocią wszystkich. Mieszkała sama w dużym domu na końcu alei parkowej . Nie skąpiła serca psom i kotom, ale stałym mieszkańcem domu była jedynie płowa suczka Rysia. Rysia miała obszerną budę niedaleko wejścia do ogromnego ogrodu, gdzie biegała cały dzień bez smyczy. Gdy przychodziliśmy do cioci na bajanie, Rysia zaraz układała się przy nogach cioci jakby chciała dać do zrozumienia, bajki bajkami, ale uczuciem swojej pani nie mam zamiaru się dzielić.

Trzeba przyznać, że Rysia była dodatkową atrakcją bajkowych wieczorów. Odprowadzała nas do furtki, pozwalała się głaskać, goniła za patykami, które rzucaliśmy po łące i stała długo przy płocie, jakby sprawdzała, czy nic nam nie grozi, gotowa przybiec w razie potrzeby z pomocą.

Pewnego wieczoru ciocia powiedziała, że nie ma czasu na bajki, bo musi zająć się Rysią. Niczego więcej nie mogliśmy się dowiedzieć, pytaniom nie było końca, ale ciocia była nieubłagana i musieliśmy wrócić do domów.

Następnego dnia, o zwykłej porze, cała ekipa stawiła się koło furtki z nadzieją, że będziemy mogli wejść i zagadka będzie rozwiązana. Rzeczywiście, w koszyczku przy budzie leżały trzy małe żółte pieski, obok stała Rysia niezwykle dumna, ale nie tak przyjacielska jak zwykle, kręciła się niespokojnie, gdy tylko chcieliśmy się zbliżyć do koszyczka. Ciocia nie pozwoliła  głaskać maleńtasów, były zbyt młode, jeszcze ślepe i trzeba było je chronić przed zarazkami.

Pieski rosły bardzo szybko. Skończył się porządek w domu. Wszystkie buty powędrowały na górne półki, poduszki schowane do szafy, a nogi foteli oblepione plastrami chroniły się przed ostrymi ząbkami swawolnego towarzystwa. Mimo to nie obeszło się bez strat. Największym smakołykiem okazały się najnowsze sandały cioci i piękna puchowa kołdra, która wietrzyła się na ogrodzeniu. Pierze rozsypało się po całym ogrodzie, a ucieszone pieski goniły białe piórka, które osiadały na ich noskach drażniąc i powodując prychanie. Tego już ciocia nie wytrzymała. Do ogrodu przybył duży kojec, a do niego wsadzono maluchy, ich gumowe zabawki, patyki i miseczki z wodą. Wydawało się, że kojec ochroni dom przed żarłocznością psów, a psy przed niebezpieczeństwami zbytniej ciekawości.

To było wczesną jesienią, pieski miały już cztery miesiące, stawały się coraz bardziej ruchliwe i ciekawskie. Przychodzimy do cioci i oczywiście pędem do kojca, a tam pusto. Biegniemy na werandę, a ciocia z Rysią u nogi zapłakana, ledwie może wypowiedzieć – pieski zniknęły.

Tymczasem szczęśliwe trzy małe żółte pieski znudzone przebywaniem w zamknięciu znalazły się na wolności. Zrobiły długi wykop pod balaskami, a w ogrodzeniu znalazły rozsunięte paliki i w świat. Małe nóżki niosły je ścieżką w dół do rzeki. Szybko zachciało im się pić. Zapomniałam napisać, że ciocia Ida razem z nami obmyśliła dla nich imiona. Ten największy nazywał się Dudek, ten z małą czarną kreską nad brwiami Zygzak i najbardziej żółty – Jajo. Dudek najbardziej zdecydowany został przywódcą. To on sprowadził wszystkich na brzeg rzeki i pierwszy zaczął chłeptać z zadowoleniem. Jajo tak się zajął piciem, że nie zauważył jak łapki zsunęły mu się do wody, pośliznął się na kamieniu i prąd porwał go w dół strumienia.

Zygzak, pierwszy dostrzegał wypadek i zaczął głośno szczekać, wtedy Dudek rzucił się na ratunek bratu. Dopłynął do niego, ale strumień był silniejszy od jego szczenięcych łapek. Zygzak biegł brzegiem skowycząc jak najgłośniej. Nagle ucichł, wpadł mu do głowy pomysł jak uratować braci. Co sił w nogach wyprzedził płynących cały czas rozglądając się dookoła. Wreszcie znalazł dużą uciętą gałąź. Zaciągnął ją do rzeki i mocno trzymając koniec w pysku zanurzył we wodzie. Zdążył w ostatniej chwili. Silny Dudek uchwycił się liści, a Jajo złapał się jego tylną łapę. Maluchy wygrzebały się na brzeg. Po takiej przygodzie zgłodniały i zaczęły rozglądać się za jedzeniem. Naraz zobaczyły ogrodzenie, podobne do tego, za którym dotąd przebywały i gdzie smacznie sobie jadły każdego dnia. Podeszły do furtki, była otwarta. Odważnie weszły do środka. Nagle zza budynku, który stał przy wejściu wyskoczył głośno szczekając ogromny owczarek. Pieski tak się przestraszyły, że nie dały rady uciekać. Stały wtulone w siebie, przecież dotąd widziały tylko swoją mamę Rysię, a tu przed nimi takie ogromne zwierze. Owczarek szybko się uspokoił. Przywitał je psim sposobem, potrącał przyjaźnie nosem i zachęcał, aby poszły do jego budy. Przed budą stała miska z wodą, niestety jedzenia nie było. Zmęczone maluchy ułożyły się za budą i zasnęły. Wieczorem mały chłopiec przyniósł miskę z jedzeniem dla owczarka. Pies zjadł połowę, po czym zbudził gości i zaprosił do miski. Dudek, Zygzak i Jajo rzuciły się do jedzenia.

Zapadła noc owczarek ułożył się w budzie. Bracia postali chwilę przed okrągłym wejściem po czym Dudek wsunął się ostrożnie do środka czekając co gospodarz zrobi, ale owczarek przesunął się w głąb budy zachęcając tym samym pozostałych do wejścia.

Rano cała trójka wygramoliła się z budy. Przez noc zapomnieli, że nie są u siebie w domu i zaczęli rozglądać się za swoimi miseczkami i oczekiwać głosu cioci Idy nawołującej do porannego spaceru. Zamiast cioci pojawił się mały chłopiec. Nagle chłopiec zniknął i pojawił się z powrotem ciągnąc za rękę ogromnego człowieka. Jak zwykle Dudek podjął za braci decyzję. Uciekajmy. Zniknęli za budą, a stamtąd już krok do zabudowań przy furtce. Niestety furtka była na noc zamknięta, trzeba znaleźć jakąś szparę w ogrodzeniu. Jak zwykle niezawodny Zygzak wypatrzył odchyloną deskę i delikatnym skowytem przywołał pozostałych. Duży człowiek i chłopiec zbliżali się do nich szybko. Szkoda, że pieski nie rozumiały o czym mówią, dowiedziały by się, że duży człowiek namawiał chłopca do poszukania domu, z którego malcy uciekli. Nasza trójka schowała się w krzakach i przeczekała, aż szukający jej ludzie odeszli.

Wieczorny posiłek dawał im siłę, więc ciesząc się przygodą wędrowali dalej. Po wczorajszym spotkaniu z rwącym strumieniem bali się zbliżać do niego chłeptali więc błotnistą wodę z przydrożnych kałuży. Długo nie trzeba było czekać na ból brzucha. To Jajo zaczął skomleć pierwszy, po nim Zygzak, a na końcu dołączył Dudek. Położyły się pod krzakiem wtuliły jeden w drugiego i zasnęły. Kiedy się zbudziły było południe. Mimo, że jesień, słońce grzało mocno, a brzuchy pobolewały z głodu i choroby. Wszyscy pomyśleli o jednym, trzeba odnaleźć drogę do domu. Całe szczęście, że w nocy nie padał deszcz i nie zmył wczorajszych śladów. Klucząc wśród zarośli odnalazły trop i mozolnie zaczęły wspinać się w górę rzeki. Powrót nie był łatwy, co raz nad rzeką spotykali ludzi, którzy chcieli ich złapać, albo przegonić. Dzieciaki biegały za nimi z krzykiem, rzucały szyszkami i kamykami. Zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki, głód był nie do wytrzymanie. Nagle stanęły osłupiałe, na środku polany zobaczyły kolorową serwetkę, a na niej talerz ze smakowitymi kiełbaskami. W pobliżu nikogo nie było, głód był silniejszy od ostrożności, Dudek dał znak, wtedy szybko wypadły zza krzaków i dopadły talerza. Udało się. Ze swoją zdobyczą zaszyły się w cieniu gęstych drzew. Już miały wybiec po dokładkę, gdy do serwetki podbiegły dzieci. Były mokre i rozgadane, pewnie wpadły do wody pomyślały pieski wspominając swoją niedawną przygodę. Rozsiadły się dookoła i sięgnęły po kiełbaski. Nagle rozległy się okrzyki, ktoś nam zabrał kiełbaski, brakuje trzech kiełbasek, trzeba znaleźć złodzieja. Rozbiegły się dookoła polany. Dudek, Zygzak i Jajo wycofały się po cichu na ścieżkę i co sił w nogach zaczęły uciekać. Nie były już takie głodne, ale za to zgubiły trop. Zaczęło się ściemniać postanowiły więc przespać do rana między korzeniami ogromnego drzewa. Im było ciemniej tym robiło się chłodniej. Nie wystarczyło przytulanie się jednego do drugiego. Po naradzie zaczęły kopać jamę, by tam znaleźć więcej ciepła. Po krótkim czasie Jajo, którego kochały niezwykłe przygody, zapadł się pod ziemię. Z głębi dochodziło jego żałosne skuczenie i Dudek z Zygzakiem bez namysłu wskoczyły mu na ratunek. Jama do której wpadł Jajo na szczęście okazała się niezbyt głęboka i stanowiła świetne schronienie na noc więc ułożyły się do snu. Jakie było ich przerażenie rano po przebudzeniu, gdy zobaczyły nad sobą dwa zdenerwowane zwierzątka, które miały ochotę zaatakować intruzów. Pewnie wpadły do jamy kuny, bo wiele takich jam było w okolicy, ale skąd miały o tym wiedzieć. Przecież nigdy dotąd nie opuszczały domu i mama Rysia nie miała okazji ich tego nauczyć.

Jakim sposobem Dudek dogadał się z mieszkańcami norki, nigdy się chyba nie dowiemy, ale on taki już był, że zawsze znalazł jakiś sposób. Zwierzątka wyprowadziły ich z podziemnego labiryntu i uciekły. Musiały na nowo odszukać trop do domu. Dopiero pod wieczór dotarły do ogrodzenia, za którym z daleka zamajaczyła im znajoma postać cioci Idy. Była to pora opowiadania bajek i właśnie podchodziliśmy do furtki, aby dowiedzieć się czy pieski się odnalazły, gdy przy ścieżce wypatrzyliśmy dobrze znanych uciekinierów. Trudno było rozpoznać w nich wesołych mieszkańców kojca. Cichutko poszczekiwały i ledwo miały siłę na powitalne machanie ogonkami. Porwaliśmy je na ręce i z okrzykami pobiegli do cioci Idy.

Tego wieczora ciocia nie musiała wymyślać bajek. Mieliśmy pełne ręce roboty. Trzeba było wykąpać szczęśliwie odnalezione maluchy, przygotować specjalne jedzenie, żeby wyleczyć nadwyrężone żołądki. Domysłom o przygodach piesków nie było końca, ale nikomu nie udało się opowiedzieć prawdziwej historii, tej o rzece, o szybkim nurcie, który o mało nie utopił Jajo, o spostrzegawczości Zygzaka i odwadze Dudka, o nocy spędzonej w budzie owczarka i drugiej nocy w lesie, w norze dzikich zwierzątek. Skąd mieliśmy to wszystko wiedzieć przecież psy tylko w bajkach mówią ludzkim językiem. Jedno było pewne, miały dużo szczęścia, że nie spotkała ich żadna krzywda.

Opublikowano bajki | Otagowano , , , | 1 komentarz

Spacerem po Ogrodzie Dwóch Brzegów

Dwa lata temu miałam okazję spędzić uroczy dzień nad Renem w tzw. Ogrodach Dwóch Brzegów. Należę do tej generacji, która bardzo dobrze pamięta przeprawy wizowo-paszportowe i tym bardziej sobie cenię to co się dzieje po obu stronach rzeki. Most, który obfotografowałam z każdej strony przypomina z daleka ogromny żaglowiec.  Mój osobisty przewodnik, pasjonat architektury, historii i zwiedzania przypomniał mi, że właśnie tutaj dokonano pamiątkowego zdjęcia podczas przekroczenie przez delegacje państwowe tego pieszego mostu Dwóch brzegów z Kehl do Strasburga podczas Szczyt NATO w Strasburgu i Kehl w 2009. Wśród delegatów był również prezydent Lech Kaczyński.

Zdjęcia sobie przeleżały na komputerze, a ponieważ cała przestrzeń z obu stron, a zwłaszcza z tej francuskiej jest podporządkowana dzieciom, więc jest okazja do umieszczenia galerii wybranych zdjęć

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 komentarzy

powitanie

Blog założony specjalnie dla rodzinnych maluchów, a raczej dla ich rodziców, aby wieczorem, gdy już wszystkie bajki z półki będą wyczytane trafić na taką, której jeszcze dzieciaki nie słyszały. Niech popracuje ich wyobraźnia wzbogacona wspomnieniami wakacyjnym, wrażeniami ze spacerów i niezwykłych zdarzeń domowych.. Bajki opowiadałam dzieciom od zawsze. Miałam kilkoro młodszego rodzeństwa i bardzo wdzięcznych słuchaczy w osobach moich dzieci i wnuków. Najmłodsza córka też ma wyobraźnię nie od parady i siostrzenice zawsze uwielbiały jej opowieści. Osładzałam małolatom anginy i wiatrówki, a i różyczka z dobrą bajką nie była taka straszna. Maluchy trochę odbiegły od atmosfery Bolka i Lolka, pomysłowy Dobromir musi dobrze się nagłowić, aby wymyślić niewymyślone. Spróbuję skroić na nowo fabułę z tamtych dni, w których jazda samochodem była przygodą, a nie normalnością. Do roboty. Zaczynam od opowieści o trzech żółtych pieskach.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Skomentuj